Wszystkie »

  • Wpisów:12
  • Średnio co: 75 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 16:33
  • Licznik odwiedzin:756 / 983 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
prawie po egzaminach...jeszcze tylko fizyka. Poszło jak poszło, już nic się nie zmieni. Mogę mieć tylko nadzieję, że się uda dostać.

potrzebuję więcej optymizmu, co ma być to będzie, carpe diem, tylko żeby to jeszcze do mnie dotarło...

Świat się nie kończy na szkole, egzaminach. Jest tyle możliwości. Może to jakiś znak, że jest dla mnie inna, lepsza droga.

Chyba nadszedł ten czas, żeby zacząć od nowa, z nowym spojrzeniem na świat, chciałoby się napisać " wiem że może być trudno", ale wtedy nic by się nie zmieniło;/ Dlatego zacznę inaczej, świat jest taki jakim się go widzi. Teraz zobaczę go w kolorach, już prawie, dam radę. Dlaczego z własnego wyboru miałabym nie zasługiwać na szczęście, mam do niego prawo jak każdy inny. Tak, właśnie tak, mogę wreszcie znaleźć pozytywne aspekty w moim życiu. słońce znów wschodzi, niezależnie od tego co ma się stać...

nie szukam zrozumienia,nawet nie liczę na nie, po prostu muszę wyrzucić to z siebie♥♥♥
 

 
Myśl pozytywnie, zazwyczaj jest lepiej niż się wydaje...
 

 
91 dni tylko...muszę tyle zrobić, tyle powtórzyć.Czasu coraz mniej, wszystko i wszyscy mi o tym przypominają, ale ciężko się motywować, gdy nie mam jasno określonego celu do którego dążę. Jutro ostatni dzień w którym mogę zmienić coś w deklaracji. Fizyka zostaje, tylko jako dodatek. Niczego przecież nie tracę, mogę tylko zyskać. Może to właśnie te kilkanaście procent zdecyduje o moim życiu...Teraz trzeba się zebrać w sobie, porzucić myśli, co będzie i gdzie iść( bo to one zaprzątają moją głowę). Przydałoby się odciąć Internet xd uważam, że jest bardzo użyteczny i pomocny w nauce, jeśli tylko umie się z niego korzystać...niestety ja nie potrafię. Czas wziąć się do roboty, zacząć przypominać lektury, których nie pamiętam bardziej niż myślałam. Niestety miałam dziś okazję się przekonać-albo nawet to i dobrze, sprowadzono mnie na ziemię Z matmy też dużo trzeba zrobić, bo 50% z rozszerzonej próbnej mnie nie satysfakcjonuje, liczę przynajmniej na 70%, ale na to trzeba sobie zapracować. nic tylko spiąć poślady i do książek...
  • awatar zaczarowana1997: matura jest straszna, jeszcze jak sie nie uczyłeś te 3 czy 4 lata to potem jest dramat..mnie to czeka za rok.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

***

walcz
nie poddaj się
to i tak przyjdzie
życie

masz moc
do góry patrz
i walcz

wygrasz siebie
tylko uwierz
możesz

stocz bój ze sobą
o siebie
odnajdziesz i zyskasz
 

 
Chce mi się płakać......
 

 
Tydzień ferii minął, matura coraz bliżej, a ja bardziej zagubiona. Wszystko było zaplanowane, jak zwykle zresztą. Nie rozumiem siebie. Wiem co jest ważne, wiec co powinnam robić, teoretycznie wiem czego chcę, albo bardziej co powinnam. Cały czas coś wewnątrz mnie powstrzymuje mnie przed tym co powinnam. Tak, jakby wewnętrzna walka. Mam już dość. Nie mogę tak...jak mam sobie pomóc, skoro nie potrafię wpłynąć na samą siebie. Chcę ruszyć do przodu, być w porządku z samą sobą...To rozbicie niczego nie poprawia...

 

 
Chcę żyć inaczej. Być szczęśliwa, chce znaleźć cel mojego życia, realizować się i spełniać marzenia, a najpierw przestać się bać je mieć. Zazwyczaj jest tak, że ludzie planują różne cele na nowy rok, starają się miesiąc, może dwa i poddają się. Ja zazwyczaj poddaję się po tygodniu. A szkoda...kiedyś byłam inna, potrafiłam osiągnąć różne rzeczy robiąc to co sprawiało mi przyjemność. Skoro kiedyś się dało to znaczy, że można. Będę miała okazję się wykazać, bo moja przyszłość od czerwca jest wielką niewiadomą, a to przecież ja mam nad nią największą kontrolę.
Mam nadzieję, że wreszcie coś mi się uda zmienić i na coś się zdecydować, bo podobno kto nie ryzykuje ten nie zyskuje...


 

 
Znów się tak czuję...myślałam, że jest już lepiej ale nie...Dlaczego nie potrafię być szczęśliwa? Dlaczego moje życie zatacza pętlę? Jest niczym sinusoida w zbiorze liczb rzeczywistych, jest dobrze, a potem wszystko się wali.
 

 
Dlaczego jestem taka jaka jestem? Dlaczego nic co robię nie wychodzi jak powinno? Co różni mnie od innych, że oni idą do przodu, a ja muszę wszystko zepsuć? Co się ze mną stało? Kiedyś to ja byłam tą lepszą, sukces był w zasięgu mojej ręki...Całe szczęście odpłynęło, czuje smutek i żal, że nie potrafię sobie z tym poradzić. "Zmień myślenie" słyszę, ale to nie jest proste. W jaki sposób ma mi to pomóc (tak...wiem, że zostałam skrajną pesymistką z przejawami realizmu i sztucznego optymizmu)? Problemem jest to co czuję, nie co myślę, bo przecież mogę kontrolować myśli, ale w chwili nieuwagi wszystko płynie ze środka ze zwielokrotnioną siłą.

Czasami mam dość samej siebie...
 

 
6 grudnia...

Postaram się krótko. Chcę pisać to wszystko. Pozbyć się „tych” myśli z mojej głowy. Oczyścić, poukładać, przeczytać, spojrzeć obiektywnie. Tak, jestem trochę pokręcona. Taka już jestem. Mam problemy, Może bardziej błahe niż inni, ale jednak. Nowy etap w życiu zbliża się wielkimi krokami. Nie wiem co będzie, nie wiem czego dokładne chcę, jedynie to co jest teraz i drogę, na której już jestem ,chociaż nie wiem czy to ta właściwa. To jest chyba ucieczka. Chyba się boję. Marzenia, starania, praca, a potem rozczarowanie. Takie błędne koło. Chyba zaczynam rozumieć jak to działa. Wiem co robić, ale stoję w miejscu.

Boję się porażki…i nie wierzę w to, że mogę.